Zimowy system Nordhorna – NH4-PEP + DEOCEL

Poniżej opis skarpet wykorzystywanych przez nas podczas wyprawy. Tekst napisał Marcin Klisz dla potrzeb innych niż ten serwis internetowy, dlatego na początku znajdziecie intro dot. samej wyprawy.

—————————–
Blisko rok po powrocie z wyprawy na Spitsbergen (Torell Expedition 2012), ruszyliśmy w bezludne rejony południowej Norwegii. Za cel wybraliśmy popularny wśród miłośników zimowych wędrówek płaskowyż Hardangervidda, położony pomiędzy Oslo a Bergen. O naszym wyborze zadecydował charakter tego rejonu, będącego mozaiką niewysokich gór i polodowcowych jezior rozrzuconych w tundrowym krajobrazie bez drzew i krzewów.

Początek marca na Hardzie gwarantował stabilną, wyżową pogodę i zamarznięte tafle jezior.
W ciągu ośmiu dni pokonaliśmy na rakietach śnieżnych 120-kilometrową trasę. Prowadziła ona ze stacji kolejowej Finse, na północy płaskowyżu, do położonej przy drodze E134, miejscowości Haukeliseter. Większą część trasy szliśmy zimowymi szlakami oznaczonymi wbitymi w śnieg tyczkami. Szlaki te łączą bezobsługowe schroniska turystyczne. Z założenia podczas trawersu nocowaliśmy tylko w namiotach, będąc w pełni niezależnymi od mijanych schronisk.

Duże amplitudy temperatur (od 0 do -15°C) i stosunkowo wysoka wilgotność powietrza zwiększały subiektywne odczuwanie zimna. Nasze stopy wymagały zabezpieczenia przed zimnem zarówno w czasie marszu, jak i biwakowania w namiotach. Dobór skarpet i butów podyktowany był prostą zasadą, by nie dopuścić do ich zamoknięcia i w konsekwencji zamarznięcia. Dlatego podczas marszu stosowaliśmy trzywarstwową ochronę stóp.

Michał uzbraja stopy w trójwarstwowy system

W pierwszej kolejności na nogi zakładaliśmy cienkie skarpety Nordhorna wykonane z włókna DEOCEL, eliminującego zapach potu. Kolejną warstwę tworzył nieprzepuszczalny, foliowy worek na śmieci. Na worek zakładaliśmy grube, dwuwarstwowe skarpety Nordhorn NH4-PEP.

Nordhorny na nodze

Dwie skarpety Nordhorn już na nodze. Między nimi worek foliowy

Foliowy worek zabezpieczał przed zamoczeniem zewnętrznej skarpety, jednocześnie jednak powodował szybkie rozgrzewanie się stóp podczas marszu. Oczywiście noga w cienkiej skarpetce i foliowym worku szybko się pociła, a po zatrzymaniu się na biwak z kolei szybko marzła. Dlatego należało jak najszybciej zdjąć ten wilgotny kompres, zastępując go grubą, góralską skarpetą oraz puchowym botkiem.

Każda z warstw skarpet NH4-PEP pełni inną funkcję, zewnętrzna, wełniana – ogrzewa, podczas gdy wewnętrzna, zawierająca włókna srebra zabezpiecza przed rozwojem bakterii. Kluczowym w tej konstrukcji jest takie połączenie obu warstw, by nie przesuwały się względem siebie. W konsekwencji mogłoby to doprowadzić do obtarcia stóp.

Warto wspomnieć, jaki los czekał cienkie, przepocone skarpetki po zdjęciu ich z nóg. Wieczorem, na mrozie sięgającym -15°C parujące po zdjęciu z nóg „smródki” szybko zamarzały. Kolejne dwa dni wędrowały z nami przypięte do plecaków, schnąc w promieniach słońca. Na trzeci dzień pozbawione wilgoci i lodu, z powrotem trafiały na nasze nogi.

Skarpety przytroczone do plecaka

Skarpety przytroczone do plecaka suszą się na słońcu

Przez cały wyjazd używaliśmy tych samych, grubych skarpet NH4-PEP. Osiem dni i 120 przebytych kilometrów niewątpliwie odcisnęło na nich ślad, ale nadal utrzymywały ciepło naszych stóp i – co najważniejsze – były suche.

Wygląda na to, że udoskonalany od zeszłego roku, zimowy system Nordhorna zbliżył się do ideału. Projektanci skarpet zadbali nawet o ich spersonalizowanie, na każdej parze haftując imię jednego z nas. Gdybym mógł mieć jeszcze jakieś życzenie, poprosiłbym o wyhaftowanie na każdej parze „smródek” kolejnego numeru. Pozwoliłoby to zachować porządek pośród schnących na plecaku skarpet.

Zobacz serwis internetowy Nordhorn

Kalendarium naszej wyprawy

Poniżej, przygotowane przez Marcina, na podstawie notatek, które prowadził na miejscu, kalendarium naszego trawersu.

Jak przeczytacie, często korzystaliśmy z „towarzystwa” schronisk, rozbijając obok nich namioty. Zabudowania schronisk dawały zwykle ochronę przed wiatrem oraz pozwalały spotkać innych turystów i uzupełnić wiedzę o trasie czy pogodzie.

2.03.2013 sobota

Stacja kolejowa w Finse, sam początek trawersu

Stacja kolejowa Finse, wiatr 25-30 m/s, przeczekiwanie złej pogody. Nocleg na śmietniku.

 

3.03.2013 niedziela

Trasa: 15 km, obóz nad jeziorem Lassheldretjørna N60 28 43.7 E7 32 56.4, do południa słońce, po południu śnieżyca, silny wiatr, trasa wytyczkowana.

 

4.03.2013 poniedziałek

Schronisko Kjeldebu, tradycyjny samoobsługowy schron z zapasem jedzenia.

Trasa: 16 km, obóz w pobliżu zabudowań nieczynnego hotelu w Dyranut N60 22 04.5 E7 30 10.8, white-out, opad mokrego śniegu, silny wiatr, jedno podejście na trasie do schroniska Kjeldebu (brak ludzi, budynki otwarte), trzy strome podejścia na trasie do Dyranut, trasa wytyczkowana.

Zamknięte schronisko w Dyranut

 

5.03.2013 wtorek

Schronisko Sandhaug, które minęliśmy z zadziwiająca obojętnościa

Trasa: 28,5 km, obóz w pobliżu schroniska Besso Turisthytte N60 10 59.7 E7 24 09.7, słoneczna, bezwietrznie, nocą < -15˚C, płaski teren, trasa wytyczkowana aż do schroniska Sandhaug, trawers jeziora Nordmannslågen, przejście po wiszącym moście nad niezamarzniętą rzeką, trawers stromym zboczem do Besso Turisthytte (kierunek W), brak tyczek.

Jakaś taka żywa woda wypływała z tego jeziora, co skłoniło nas do pobudzenia aparatu mięśniowego górnych partii ciała

Schronisko Besso

6.03.2013 środa

Schronisko Litlos, gdzie spotkaliśmy grupę młodych Norwegów

Trasa: 18,5 km, obóz obok schroniska Litlos N60 05 37.4 E7 08 15.3, słoneczna pogoda, bezwietrznie, nocą < -15˚C teren urozmaicony, trawersy jezior, liczne podejścia, brak tyczek, liczne ślady narciarzy.

 

7.03.2013 czwartek

Tym razem dookoła nas tylko…a raczej AŻ płaskowyż. Śladów innych ludzi brak

Trasa: 17 km, obóz na zboczach Kortmarksfljåna N60 01 49.1 E7 16 27.5, słoneczna pogoda, umiarkowany, mroźny wiatr, nocą < -15˚C, trawers jeziora Kvensjøen, strome podejście od tafli jeziora, zmylenie drogi do doliny Bjørnadalen, stromy trawers nad jeziorem Øvsta Bjørnavatnet, brak tyczek, zawiane ślady skuterów.

 

8.03.2013 piątek

Schronisko Hellevasbu, pięknie zlokalizowane nad jeziorem z cudownym widokiem na otaczające jezioro góry

Trasa: 13 km, obóz nad jeziorem Midnutvatnet N59 56 13.3 E7 14, słoneczna pogoda, bezwietrznie, nocą < -15˚C, ostre podejście i zejście do schroniska Hellevasbu (zamknięte), trawers jeziora Øvre Hellevatnet, strome podejście, brak tyczek, wyraźne ślady narciarzy.

 

9.03.2013 sobota

Trasa: 13 km, obóz nad Loftsdokktjonn N59 50 29.8 E7 12 12.2, white-out, duża wilgotność powietrza, po południu silny opad śniegu, nocą < -10˚C, strome podejście do jeziora Mannevatn, stromy trawers Vesle Nup, problemy nawigacyjne, zasypane ślady narciarzy.

 

10.03.2013 niedziela

Haukeliseter, czyli niestety koniec trawersu. A miejsce godne końca

Trasa: 2 km, Haukeliseter N59 49 26.0 E7 11, słoneczna pogoda, bezwietrznie, strome zejście do szosy E134, trasa wytyczkowana.

 

Podsumowanie:

Mapa wyprawy Zimny Trawers

  • 8 dni marszu
  • dystans łączny 123 kilometry
  • 7 biwaków zimowych pod namiotem.

Pierwsza, gorąca relacja z naszej wyprawy

Trawers zakończony!
Jesteśmy w domach, cali i zdrowi. Oto kilka słów na gorąco.

Razem uczestnicy Zimnego Trawersu

Nasza trójka pięknych, młodych, inteligentnych :-)

Plan i cel wyprawy został osiągnięty. Udało nam się dokonać trawersu płaskowyżu Hardangervidda. Planowo rozpoczęliśmy w Finse na północy, gdzie dojechaliśmy pociągiem i zakończyliśmy w Haukeliseter na południu, skąd do Oslo zabrał nas autobus.
Pokonaliśmy ok. 120 km, a trasa została rozłożona na 8 dni. Trudno nazwać ją bardzo forsowną. Zarówno dystanse kilometrowe pokonywane każdego dnia, jak i ukształtowanie powierzchni (brak wymagających podejść, choć trochę popychania pod górę jest) nie wymagają maratońskiej kondycji. Jest to według mnie super propozycja dla tych, którzy chcą zrobić przymiarkę do zimowych wypraw.

Małe zejście

Małe zejście, czyli w dół

Dodatkowo, jeśli zimowe biwakowanie jest dla kogoś przeszkodą (mam na myśli zabawę w namioty i spanie na śniegu), wówczas Hardangervidda oferuje sieć samoobsługowych schronisk, gdzie można spędzić noce w normalnych temperaturach, podsuszyć się i zjeść własnoręcznie przygotowany posiłek.

Pogoda
Generalnie nam sprzyjała. Jednocześnie mieliśmy okazję posmakować jej różnego oblicza.
Zaczęło się b. ostro, bo pierwszy dzień wyprawy spędziliśmy w poczekalni dworcowej. Na zewnątrz szalała burza śnieżna, widoczność zero, siła wiatru powalała duże śmietniki. Taka pogoda w terenie byłaby b. dużym wyzwaniem.

Burza śnieżna w Finse

Burza śnieżna w Finse, wiało jak w kieleckiem

Koleje dwa dni już znacznie lepsze, wiatr mocno odpuścił, pojawiało się coraz więcej słońca. W końcu rozpogodziło się na dobre i nad płaskowyżem umocnił się wyż. W dzień w słońcu temperatura to kilka stopni mrozu. Wraz z zachodzeniem słońca zaczynała mocno spadać, do kilkunastu stopni poniżej zera.
Tej pogodzie towarzyszyła wspaniała, kompletna przejrzystość powietrza i piękna ekspozycja gwiazd na niebie nocą.
Taką pogodę mieliśmy do przedostatniego dnia, gdy to znów wróciło zachmurzenie. Zmalały amplitudy temperatury, zmalała widoczność.
W końcu dzień ostatni, z powrotem do pogody słonecznej, ale z wiejącym, paskudnie zimnym wiatrem.
W sumie zatem posmakowaliśmy klimatycznej różności, bez ekstremów pogodowych (poza burzą śnieżną na początku, ale tę oglądaliśmy głównie zza szyby).

Trasa, widoki, etc.
Cóż, było pięknie. Dla mnie była to pierwsza zimowa poważna wyrypa i przed oczami stawały mi literackie obrazy z książek, jakie czytałem. I te obrazy nabierały barw i smaku dzięki wspaniałemu otoczeniu.
Co ważne, Harda nie jest płaska. Nie sposób nazwać ją górzystą, ale funduje trochę wzgórków i dolin.

Trawers trwa

Na Hardagervidda nie jest płasko jak na stole

Przez pierwsze 3 dni poruszaliśmy się szlakiem zimowym wytyczonym kijkami z gałęzi, wbitymi w śnieg przez miejscowe służby. Czyli bezpieczna podróż po sznurku. Następnie kijków już nie było, ale na śniegu obecny był niemal zawsze ślad innych podróżników. Ponieważ podczas naszego pobytu nie było nowych dużych opadów śniegu, zatem ślad był w sumie dość wyraźny.

Spotykani ludzie
Hardangervidda o tej porze roku nie jest odludna. Niemal codziennie spotykaliśmy innych ludzi. Dwukrotnie byli to soliści z psami. Reszta to mniejsze i większe grupy. Poza nami, tylko spotykani soliści spali pod namiotami. Cała reszta spędza noce w schroniskach, które są rozmieszczone w “walking distance” między sobą. Większość z nich jest bezobsługowa (nikt w nich na stałe nie pracuje), co nie znaczy bezpłatna.

Nasz sprzęt
Generalnie zestaw sprzętu, jaki zabraliśmy na Zimnego, okazał się dobrym wyborem. Jedyne problemy mieliśmy z maszynkami paliwowymi. Jedna paliła paliwo, ale coś słabo gotowała. Druga uszkodziła nam się mechanicznie, ale wciąż gotowała.
Nie spotkaliśmy na Hardzie nikogo poza nami, kto poruszał się na rakietach śnieżnych. Wszyscy korzystają z nart. A rakiety okazały się b. dobrym wyborem. Podejścia na rakietach są znacznie łatwiejsze niż na nartach, nawet tych uzbrojonych w foki. Na płaskim oferują komfort porównywany do zwykłego chodu. Na zjazdach ustępują nartom, ale jednocześnie pozwalają b. łatwo kontrolować sanie.

Plan dnia
Nasz plan dnia zakładał pewien porządek niezbędny podczas takiej wycieczki, ale nie forsował nas b. wczesnym wstawaniem, czy robieniem czegoś na gwizdek. Pobudka następowała ok. 0700. Przez kolejne 2 ½ godziny jedliśmy śniadanie, gotowaliśmy wrzątek na dzień i składaliśmy obóz.

Michał wsuwa śniadanko

Michał wsuwa śniadanko

Następnie następowała część główna dnia, czyli marsz. Mieliśmy zasadę pochodu przez 55 min. i następującego po tym okresie 5 min. odpoczynku (który trwał zwykle 10 min. :-) ). Piliśmy wówczas napoje i jedliśmy jakieś chałwy, czekolady, sezamki i inne dopychacze/zapychacze.

Przerwa w marszu

Przerwa, miłe kilka minut, gdy myśli błądzą po głowie

Ten reżim był burzony przez spotykanych przez nas innych turystów, ponieważ wówczas następowały rozmowy, by wymienić się informacjami o trasie, pogodzie, urodzie szlaku i wszystkim innym, co wówczas człowiek opowiada innemu człowiekowi.
Ok. 1700 robiliśmy stop i zaczynaliśmy rozbijać namioty, gotować wodę na obiady, jeść je i w końcu udawać się do naszych małych domków zamocowanych na śniegu.
Wieczór to wspólny pobyt w jednym namiocie (w sumie mieliśmy dwa), jedzenie czekolady i picie herbaty. I oczywiście rozmowy.

Nocka w Litlos, obok schroniska

Nocka w Litlos, obok schroniska

W ten miły sposób osiągaliśmy godzinę 2000, a nawet 2100 i powoli zamykaliśmy się w śpiworach, by….(tu nie będzie niespodzianki) spać :-) .

Podsumowanie, też na gorąco
Było ekstra. Dość zimno, by poczuć, czym jest zima. Dość łatwo, by nie znienawidzić takich wypraw. Fajnie, koleżeńsko. Męsko, ale z uśmiechem. Polecam Wam Hardangervidda na zimę. Polecam Wam zimowe wyrypy.

Koniec w Haukeliseter

Koniec wyprawy w Haukeliseter

Zdjęcia: Marcin Klisz

Oglądaj trasę Wyprawy Zimny Trawers na żywo

Mam nadzieję, że faktycznie działa.

Mam nadzieję, że będzie nas widział.

I mam nadzieję, że nie będziemy wysyłać informacji HELP.

Bo jak pisał wcześniej Marcin, zabieramy ze sobą SPOTa. Każdego dnia, podczas pokonywania płaskowyżu nasza pozycja winna być dostępna online.

Oglądaj trasę Wyprawy Zimny Trawers na żywo!

Pierwsze informacje oraz nasz ślad powinien pokazać się już w sobotę 2 marca rano.