Wyprawa

Przeczytaj jak urodził się pomysł Zimnego Trawersu. Wpis powstał jesienią 2012, gdy nie mieliśmy jeszcze pojęcia, że po wyprawie w 2013 roku będziemy napierali dalej i organizowali Zimny Trawers 2014. Wydarzenia wyprzedziły nasze marzenia :-)

Najtrudniej jest zacząć…to wiedzą chyba wszyscy.
U mnie zaczęło się od poszukiwania nowego wyzwania. To raz.
Dwa, to od dawna chodziły mi po głowie zimne klimaty. Trochę czytałem Marka Kamińskiego, trochę naoglądałem się dokumentów o polskim himalaizmie i robiło mi się ciepło na duszy, gdy oglądałem ludzi na mrozie :-) Zaproszenie na ErgoSpotkanie
Trzy, to spotkanie. Bez niego nie byłoby tej wyprawy.
Właśnie trwało w naszym kraju Euro 2012. Był koniec czerwca, naszych nie było już w grze, ale nasza cała Polska jak najbardziej. Jest taki fajny sklep biegowy w Warszawie – Centrum Biegowe Ergo. Janek Kaseja, jeden z mózgów tego biegowego zamieszania zaproponował, bym pojawił się w sklepie i opowiedział o moim starcie w Marathon des Sables, czyli o bieganiu po pustyni. Dla równowagi klimatycznej Janek zaprosił do sklepu również chłopaków, którzy kilka miesięcy wcześniej wybrali się na Spitzbergen w ramach Torell Expedition. W ten sposób powstało ErgoSpotkanie CIEPŁO-ZIMNE. Podczas tego spotkania poznałem chłopaków z Torella. I pomysł zaczął kiełkować.

Jesienią 2012 dopadła mnie kontuzja. Brak treningów biegowych oznaczał większą ilość czasu. Głowa zaczęła kombinować, by coś wymyślić już na najbliższą zimę. Przypomniało mi się spotkanie z gośćmi z Torella. Zadzwoniłem do Marcina Klisza. Spotkaliśmy się raz i drugi. Jak był ten drugi raz, to przyszedł również Michał Jasieński. 14 grudnia kupiliśmy bilety lotnicze do Oslo i klamka zapadła. Jedziemy we trzech na Hardangervidda w Norwegii.

Dlaczego tam?
Bo to idealne miejsce na popróbowanie się z prawdziwą zimą. Dla Marcina i Michała płaskowyż nie będzie klimatyczną niespodzianką. Dla mnie tak.
Do tego jest tam łatwo dotrzeć (samolot Warszawa – Oslo i następnie pociąg) i można to zrobić za normalne pieniądze.

Na koniec słowo „wyprawa”.
Nie do końca celne w naszym przypadku, bo trochę przekalibrowane. Ale nie mamy dobrego zamiennika, dlatego nasz trawers jest właśnie wyprawą. A może „wyprawką”, bo nie chcemy nią dowieść, jacy z nas herosi. Chcemy natomiast pokazać, że można realizować fajne zimowe eskapady w bezludne tereny, o wymagającym, alpejskim klimacie, bez konieczności zapuszczania się w Arktykę, czy Antarktykę.

Najtrudniej jest zacząć…to wiedzą chyba wszyscy. Ci, którym udało się zacząć wiedzą, że to nie jest do końca prawda.
Trudniej jest raczej już później, po początku. Dla mnie to kolejny powód, by wyprawić się na Zimny Trawers.
Maciej Żyto